Gorące tematy: Iran i Irak vs USA Ryszard Opara: „AMEN” Fotowoltaika Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1018 postów 31834 komentarze

Tylko prawda

Husky - Zoologiczny antykomunista , mając do wyboru AK i NSZ wybrałbym NSZ przy całym szacunku do AK. UB-ekom i ich potomkom wstęp wzbroniony.

Zabili nas w Niedziele

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Napad UPA na Ihrowicę nastąpił w okresie najmniej spodziewanym, bo w rzymskokatolicką Wigilię Bożego Narodzenia 1944 roku, kiedy to wielu ukrywających się Polaków powróciło do swoich domów.

 

Szczyt terrorystycznej działalności ludobójczej UPA.Nawet Święta Bożego Narodzenia nie powstrzymały tych bandytów przed atakiem na niewinnych ludzi.

Za ich pamięć!

Dziwnie cicho wokół, nie ma komu " Na pohybel rezunom" krzyknąć nawet?

Polacy pamietajmy o pomordowanych Polakach i w końcu otwórzcie oczy...

 Atak rozpoczął się wieczorem, gdy wszyscy zasiedli już do świątecznej wieczerzy.

 

Dziś 75. rocznica "Krwawej Wigilii" i męczeńskiej śmierci ks. S. Szczepankiewicza

Ihrowica jest dużą wsią na Wyżynie Podolskiej, w dawnym województwie tarnopolskim. Leży ona zaledwie kilkanaście od Tarnopola. Prze kilka wieków zamieszkiwali ją w miarę zgodnie Polacy, Żydzi i Ukraińcy. Wspólnie też obchodzono święta religijne. Tak to wspomina jeden z byłych mieszkańców tych ziem:

"W wiosce Boże Narodzenie obchodzono dwukrotnie, raz według kalendarza gregoriańskiego, drugi raz według kalendarza juliańskiego, czyli 13 dni później. Czyniono tak od wieku ze względu na szacunek do naszych ukraińskich sąsiadów. Ci ostatni przychodzi do naszych kościołów na "polskie święta", a my do nich na ich "ruskie święta". W czasie tych drugich świąt ojciec zabierał mnie do cerkwi. Nabożeństwa były wielogodzinne, ale piękne śpiewy tak zachwycały, że się nie dłużyło. Tak trwało do wojny." Z kolei pani Rozalia Fernandez, wychowana w Buczaczu, a zamieszkała obecnie w Paryżu, wspomina w swoim pamiętniku, wydanym niedawno pod tytułem "Od Podola i Pokucia wieje wiatr".

"W czasie Wigilii był taki zwyczaj, że chłopcy rzucali kutią o sufit. Jeżeli ona się przylepiła, to wróżyło to szczęście, a jeżeli nie, to nieszczęście. Co do kolęd, to śpiewano je do 2 lutego, czyli do święta Matki Bożej Gromnicznej, włącznie. Kolęd było całe mnóstwa, tak polskich, jak i ukraińskich. Trzeba przy tym przyznać, że Ukraińcy o wiele lepiej śpiewali od Polaków. Panowało wówczas wtedy przekonanie, że to dlatego, iż w cerkwiach nie było organów, więc wierni musieli się uczyć od dziecka wszystko sami śpiewać. I to na różne głosy."

Wszystko zmieniło się za okupacji sowieckiej, a następnie niemieckiej i powtórnej sowieckiej. Już w lutym 1940 r. funkcjonariusze NKWD aresztowali i wywieźli na Syberię wiele polskich rodzin. Jednak najgorsze miało przyjście dopiero pod koniec wojny. W drugiej połowie 1944 r., po ponownym zajęciu tych terenów przez Sowietów, wielu mężczyzn zostało wziętych do wojska, jedni do Armii Czerwonej, inni do polskiej II Armii. Pozostały więc głównie kobiety, dzieci i starcy. Podobnie było też w innych wsiach na Tarnopolszczyźnie.

 

Ten fakt Ukraińska Powstańcza Armia, na czele której stał Roman Szuchewycz ps. "Taras Czuprynka", postanowiła wykorzystać do przeprowadzenia kolejnej fazy ludobójstwa. Praktycznie codziennie w tej czy innej części województwa tarnopolskiego, bardzo licznie zamieszkałego przez Polaków, mordowano i palono poszczególne osady. Kolej na Ihrowicę przypadła w okresie najmniej spodziewanym, bo w rzymskokatolicką Wigilię Bożego Narodzenia 1944 r., kiedy to wielu ukrywających się Polaków powróciło do swoich domów. Atak banderowców rozpoczął się wieczorem, gdy wszyscy zasiedli już do świątecznej wieczerzy i rozpoczęli śpiew kolęd. Atak ten zorganizował i przeprowadził kureń (batalion) "Burłaki" z III okręgu wojskowego UPA, kierowanego przez Wołodymyra Jakubowskiego, a ściślej mówiąc jedna z jego sotni, dowodzona przez Iwana Szemczyszyna ps. "Czornyj" i wspierana przez "siekierników", czyli uzbrojonych w siekiery i inne ostre narzędzia okolicznych chłopów ukraińskich. Napastnicy, znając dobrze topografię wioski, atakowali wyłącznie polskie domy, mordując w barbarzyński sposób bezbronnych ludzi. Zaatakowali też kościół i plebanię, zabijając ks. proboszcza Stanisława Szczepankiewicza, który w bohaterski sposób wszczął alarm, bijąc kościelnym dzwonem, dzięki czemu część Polaków zdążyła uciec. Od ciosów siekierą przy wigilijnym stole zginęła także rodzina kapłana - matka, brat i siostra. Łącznie banderowcy zamordowali 90 osób. Gospodarstwa pomordowanych zostały ograbione i spalone. Trzeba podkreślić, że niektórych Polaków uratowali ich ukraińscy sąsiedzi, którzy ryzykowali swoim życiem. Rok później prawie wszyscy Polacy, którzy ocaleli z ludobójstwa, zostali wypędzeni. Osiedlili się oni głównie na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie.

Kilka lat temu "Nasze Słowo", wydawane w Polsce w języku ukraińskim i hojnie dofinansowane z pieniędzy polskiego podatnika, próbowało wmówić swoim czytelnikom, że ataku na Ihrowicę dokonało nie UPA, ale NKWD. Jednak fakty w postaci tak dokumentów, jak i dziesiątków relacji ocalałych mieszkańców, mówią co innego. Dziś na miejscu zbrodni stoi pomnik z napisem "Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej do Ciebie, Panie, woła ten głos (Kornel Ujejski)", oraz: "Około 90 Polaków mieszkańców wsi Ihrowica zamordowanych 24 grudnia 1944 r. Niech spoczywają w pokoju. Rząd Rzeczypospolitej Polskiej, Rodziny, 2007 rok". Niestety nie ma nadal żadnych upamiętnień w wielu innych wsiach i osadach w dawnej Małopolsce Wschodniej, gdzie Polacy zginęli z rąk banderowców, także już po zakończeniu wojny.

 

 

Polecam film dokumentalny "Ihrowica. Zabili nas w Wigilię. Scenariusz i reżyseria Anna Szpręglewska, zdjęcia Marcin Klawiński, montaż Artur Owczarczak. Film pokazuje także obecną propagandę ukraińską, usprawiedliwiającą zbrodniarzy z UPA. Trzeba dodać, że syn Romana Szuchewycza, wspomnianego komendanta UPA, odpowiedzialnego za ludobójstwo Polaków, - Jurij Szuchewycz, deputowany z Partii Radykalnej Ołeha Laszko, przedłożył w parlamencie w Kijowie uchwałę gloryfikującą UPA i pozwalającą na karanie tych osób, w tym też cudzoziemców, które będą się temu sprzeciwiać. Uchwała ta została przegłosowana 9 kwietnia br., w dniu wizyty prezydenta RP Bronisława Komorowskiego w tymże parlamencie. Trudno o większy paradoks histori

https://youtu.be/uKtfC7ZxcSU

KS. TADEUSZ ISAKOWICZ-ZALESKI
duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista

Księże Isakowicz z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę zdrowia i radości wśród najbliższych w to piękne święto!.Trzymam kciuki za dalszą walkę z zakłamaną i zatajaną historie rzezi kresów wsch.przez UPA-OUN!.

 

http://isakowicz.pl/rozmyslania-w-blogu/

 

KOMENTARZE

  • Nie ma miejsca ...
    Banderowska idea krew dla ziemi (czerwono - czarny sztandar) jest esencją końca Europy.
  • @Andrzej Madej 02:16:59
    1943 / 76 LAT TEMU
    Ponad 40 Polaków zostało zamordowanych przez oddział UPA w Janówce na Wołyniu.
  • Gdy to przeczytacie to pamiętajcie o prezydencie Dudzie !
    Słowianie ! dzis w Polsce mamy prezydenta żydofila, Ukrainofila jak by ktoś zapomniał to tym prezydentem jest Andrzej Duda !

    Duda jest anty-polakiem ! nigdy nie słyszałem ze on będzie walczył z
    antypolonizmem ! ale kilkanaście razy słyszałem ze będzie walczył z antysemityzmem !!!

    Bestialsko pomordowani przez ukraińskich bandziorów Polacy umierali w męczarniach dwa razy ! raz od siekier drugi raz przez celowe milczenie obcych żydowskich okupantów !

    Powtarzam Polska nie jest WOLNA ! bo wolna Polska NIE zapomniała by o bestialsko mordowanych Polakach !!!


    ODEZWA do Polaków ! Nie głosujmy na anty-polaka Dude !!!

    NIE głosujmy na żydów czy żydówki bo to obca wroga nam Słowianom nacja ! jeżeli nie ma na kogo zostańcie w domu !!!!

    PRECZ z żydo-NATO okupacją Polski !!! Polska Krajem NEUTRALNYM

    Ireneusz Tadeusz Słowianin Lach.
  • Rozpirzenie PRL-u
    pod nadzorem grandziarzy zza wielkiej wody tak - aby sieroty po Polsce zostały w atrapie Polski w swojej większości - bez skarpetek a potem - wskrzeszenie na odwiecznych ziemiach polskich banderlandu przez w/w grandziarzy - to tak naprawdę kontynuacja tego - co czarci pomiot rozpoczął tutaj kiedyś - panem, towarzyszem Hitlerem i towarzyszem Stalinem.
    Wniosek?
    Wygląda to tak, że światowy, czarci pomiot nie spocznie - póki na trupie Polski pozostanie choćby jeden Polak. Nie wiemy także - czy pomiotowi nie przeszkadza sama ziemia - na której kiedyś żyła Polska. Czy aby pomiot jej kiedyś nie spopieli np. atomowymi wybuchami - bo szatańska nienawiść jest niewyobrażalna. Niewyobrażalna!
  • @Husky 07:09:24
    To dla czego rząd Zjednoczonej Prawicy wspomaga finansowo banderowców??? A banderowskie ścierwa w podziękowaniu plują na Polaków.
  • Husky
    Te mordy trwały jeszcze długo po wojnie. Moja rodzina ze strony matki musiała przed UPA uciekać ze wschodu do Lublina, bo mieli ich pomordować o świcie. Uciekli w nocy zostawiając cały dobytek dziesiątków lat życia.
    Pozdrawiam
  • Sygnatariusze listu potępiającego akcję „Wisła” chcą byśmy zapomnieli o winie band UPA. Oto oni !!!
    Andrzej Ananicz, Andrzej K. Aumiller, Leszek Balcerowicz, Marek Balicki, Jacek Baluch, Jerzy Bartmiński, Władysław Bartoszewski, Bogumiła Berdychowska, Zygmunt Berdychowski, Andrzej Bober, Henryka Bochniarz, Jacek Borkowicz, Wojciech Borowik, Adam Borowski, Andrzej Borowski, Bogdan Borusewicz, Juliusz Braun, Jarosław Broda, Piotr Buczkowski, Ryszard Bugaj, Zbigniew Bujak, Andrzej Celiński, Mirosław Chojecki, Jolanta Chocholak, Jerzy Ciemniewski, Ireneusz Cieślik, Leszek Chwat, Grzegorz Cyganik, Izabela Cywińska, Waldemar Dąbrowski, Maria Dmochowska, Krzysztof Dołowy, Jan Dworak, Roman Duda, Małgorzata Dzieduszycka, Jerzy Eysymont, Czesław Fiedorowicz, Krzysztof Figel, Grzegorz Figura, Tomasz Fijałkowski, Zbigniew Florczak, Władysław Frasyniuk, Andrzej Friszke, Andrzej Gaberle, Wojciech Gasparski, Radosław Gawlik, Bronisław Geremek, Jerzy Giedroyc, Zbigniew Gluza, Jarosław Gowin, Marian Grześczak, Jerzy Gwiżdż, Adam Hanuszkiewicz, Józefa Hennelowa, Lothar Herbst, Adam Hlebowicz, Gustaw Holoubek, Stanisław Husakowski, Barbara Imiołczyk, Aleksander Jackowski, Zbigniew Janas, Andrzej Janowski, Jan Janowski, Tomasz Jarmot, Mirosław Jasiński, Adolf Juzwenko, Małgorzata Kamińska, Wiesław Kamiński, Zdzisław Kamiński, Bogdan Klich, Jerzy Kłoczkowski, Antonina Kłoskowska, Aleksander Koj, Eugeniusz Koko, Jerzy Kolczyński, Mirosław Kopydłowski, Stanisław Kracik, Jan Król, Krzysztof Król, Waldemar Kuczyński, Zofia Kuratowska, Joanna Kurczewska, Jacek Kurczewski, Jacek Kuroń, Marek Kurzyniec, Marek Langda, Irena Lipowicz, Jan Lityński, Krzysztof Luks, Andrzej Łoś, Andrzej Machowski, Janusz Maciejewski, Piotr Madajczyk, Agnieszka Magdziak-Miszewska, Tadeusz Maj, Zbigniew Makarewicz, Aleksander Małachowski, Piotr Marciniak, Henryk Markiewicz, Tadeusz Mazowiecki, Zbigniew Mączka, Jerzy Meysztowicz, Andrzej Micewski, Adam Michnik, Zdobysław Milewski, Czesław Miłosz, Piotr Mitzner, Leszek Moczulski, Kornel Morawiecki, Piotr Mucharski, Zdzisław Najder, Małgorzata Niespodzińska, Zbigniew Nosowski, Maria Nowakowska, Jerzy Marek Nowakowski, Piotr Nowina-Konopka, Barbara Okoniewska, Jan Okoński, Michał Okoński, Jan Olszowski, Janusz Onyszkiewicz, Zbigniew Opacki, Mieczysław Orski, Piotr Pankanin, Aleksander Paszyński, Robert Pawłowski, Krzysztof Piesiewicz, Wiesław Pietruszak, Piotr Polmański, Adam Pomorski, Jerzy Przystawa, Włodzimierz Puzyna, Anna Radziwiłł, Krzysztof Radziwiłł, Jan Maria Rokita, Andrzej Romanowski, Zbigniew Romaszewski, Andrzej Rościszewski, Jan Rulewski, Józef Maria Ruszar, Paweł Saar, Henryk Samsonowicz, Tomasz Schoen, Krystyna Sienkiewicz, Jacek Sieradzki, Włodzimierz Siwiński, Bohdan Skaradziński, Krystyna Słomińska, Artur Smółko, Stefan Starczewski, Joanna Staręga-Piasek, Tadeusz Stegner, Bożena Steinborn, Stanisław Stępień, Maria Stolzman, Toimasz Strzembosz, Hanna Suchocka, Bolesław Sulik, Tydeusz Syryjczyk, Jarosław Szostakowski, Adamm Szostkiewicz, Bernard Szweda, Iwona Śledzińska-Katarasińska, Jacek Taylor, Ludwik Turko, Jerzy Turowicz, Andrzej Urbanik, Andrzej Wajda, Roman Wapiński, Jan Waszkiewicz, Andrzej Werner, Andrzej Wielowieyski, Stefan Wilkanowicz, Tomasz Wiścicki, Jerzy Wocial, Jacek Woźniakowski, Henryk Woźniakowski, Jerzy Woźnicki, Wojciech Wrzesiński, Ludwika Wujec, Henryk Wujec, Krystyna Zachwatowicz, Bogdan Zadura, Maria Zajączkowska, Andrzej Zakrzewski, Paweł K. Zalewski, Marek Zieliński, Franciszek Ziejka, Wiesława Ziółkowska.
  • cuda, cuda ogłaszają
    co się stało się iż pisiory nagle zbrodnie wołyńską obwieszczają - czyżby głos prezesa na kijowkim majdanie zaczął nagle fałszowac i nie wpisuje sie w modlitwe ze swym haslem "sława ukrainu"? czy tez moze cud bozonorodzeniowy ktory sprawia ze zwierzaki ludzkim glosem poczynaja gadac?
  • @siwekperu 15:24:05
    co się stało że banderowcy wpis na jedynkę oceniają
  • @siwekperu 15:24:05
    Nowe polecenia z centrali. W końcu dochodzą do trolli średniego i niższego rzędu. A oni wstydu nie mają i jak sekta. Łatwo zmienia się doktrynę a wyznawcy ją akceptują. Choć do nich jeszcze nie dotarło powolny reset amerykańsko-rosyjski. Oni generalnie wolno łapią. Takie to CKMy
  • @Husky 15:32:38
    absolutnie nie rozumiem psiego wpisu??? ze kto niby ten banderowiec...ja??? co mi upadlincy dziedka za..bali??? Wesołych Świat
  • Pawłowicz: W więzieniu mokotowskim w Wigilię ubecy prześcigali się w bestialstwie. To były straszne momenty
    https://media.wplm.pl/thumbs/ODI1L3VfMS9jY19mNDdjYy9wLzIwMTkvMTIvMjMvODI1LzU1MC80MGFkOGI3ZmQxM2Q0MjA4OGU3YzE1N2M2YjEwNGY0Ny5qcGVn.jpeg


    Większość więźniów, szczególnie z okresu śledztwa wspomina straszny czas: to były krzyki, to było bicie, to były tortury, to były przesłuchania. I one się właśnie zaczynały przede wszystkim po południu. W Wigilię po południu. Wtedy, kiedy w Polsce siada się do stołu wigilijnego, tutaj trwały przesłuchania. A przecież one tutaj naprawdę były niezwykle brutalne mówił w rozmowie z portalem wPolityce.pl Jacek Pawłowicz, dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL przy ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie. wPolityce.pl: Są takie polskie rodziny, w których żywa jest pamięć o Wigiliach, które ich najbliżsi spędzali w więzieniu mokotowskim. Żywa jest też pamięć tych uwięzionych, których jest coraz mniej, a którzy przechodzili przez piekło tego więzienia. Te Wigilie należały chyba do najtrudniejszych w ich życiu…

    Jacek Pawłowicz: Zdecydowanie Święta Bożego Narodzenia spędzane w więzieniu były niezwykle trudne. Tylko należy pamiętać, że szczególnie w okresie terroru stalinowskiego Święta w więzieniu nie były świętami. Przede wszystkim dlatego, że bezpieka lubowała się wręcz właśnie w tym okresie prowadzić przesłuchania. Oni nie świętowali. Oni byli normalnie tutaj w pracy: zabierali na przesłuchania, torturowali, bili…

    I nie było taryfy ulgowej…

    Nie. Nie było. Wręcz przeciwnie. Było prześciganie się w bestialstwie funkcjonariuszy bezpieki. Ale były takie momenty, kiedy więźniowie wieczorem będący w celi próbowali być ludźmi, próbowali zachowywać się normalnie. Próbowali… trudno to nazwać „świętować”, ale przynajmniej gdzieś schowanym w zakamarkach ubrania chlebem podzielić się tak jak opłatkiem w domu, złożyć sobie życzenia, uściskać się i po cichutku ponucić kolędę. Musieli to robić po cichutku, ponieważ jeżeli strażnik usłyszał, że ktoś śpiewa, albo nuci, groził za to karcer, groziło za to bicie. To były straszne momenty. Niestety szczególnie w tym okresie terroru stalinowskiego było to niemalże nagminne i relacje więźniów z tego okresu są niezwykle poruszające. Ja mówię tutaj o tej części więzienia, gdzie siedzieli więźniowie polityczni w czasie śledztwa, bo na oddziałach, gdzie siedzieli skazani, to już było troszeczkę inaczej, ten terror był nieco łagodniejszy. Jeżeli mieli więźniowie szczęście i wśród nich był ksiądz, to potrafił nawet Mszę odprawić, po cichutku, szczególnie dla najbliższego grona osadzonych.

    Ale to i tak było ryzykowne, dlatego że z osadzonymi zawsze siedział jakiś konfident, który skutecznie donosił, co się dzieje, co więźniowie mówią, co robią, jak się zachowują…

    Tak, ale konfidenci przekazywali informacje o tym, co się dzieje w celi najczęściej w czasie przesłuchań, kiedy byli wywoływani na przesłuchania i to było absolutną rzadkością, żeby akurat w momencie kiedy ksiądz po cichutku w wąskim gronie odprawiał Mszę, któryś z osadzonych uderzył w drzwi, że chce wyjść na przykład na przesłuchanie. Nie. Tak się nie zdarzało. Informacja o tym, że była odprawiona Msza Święta, dochodziła do funkcjonariuszy już po fakcie.

    Mamy w swoich zbiorach relikwie z tego okresu, między innymi metalowy naparstek, który służył jako kielich w czasie odprawiania Mszy. Wino było zrobione z rodzynek – niezwykła pomysłowość tych wspaniałych ludzi, którzy tutaj cierpieli, którzy tutaj ginęli.

    Należy podzielić czas aresztu i czas więzienia, kiedy po wyroku – jeżeli mieli szczęście nie był to wyrok skazujący na karę śmierci – byli wywożeni do więzień poza Mokotów i to są różne światy. Świat mężczyzn, mężnych, wspaniałych ludzi, którzy znaleźli się w piekle, ale również czas kobiet. Świat kobiet. Świat więźniarek politycznych. To są opowieści nieprawdopodobne, ponieważ te kobiety, osadzone w Fordonie – to było specjalne więzienie dla kobiet – tak po kobiecemu po prostu przeżywały. Wyszywały sobie prezenty: na przykład chusteczka ofiarowana przyjaciółce na gwiazdkę, czy jakiś inny przedmiot wyszyty na pamiątkę.

    Bądź zrobiony z chleba po prostu…

    Z chleba najczęściej robiono różańce. W naszych zbiorach muzealnych są takie eksponaty. Mamy takie eksponaty wykonane z chleba. Ale były również takie przedmioty, które pozostały z więźniami na zawsze. Mamy w naszych zbiorach pierścionek zrobiony w więzieniu, pierścionek zaręczynowy. Jest to pierścionek, który został wykonany w warsztatach więziennych. Nieprawdopodobne, bo jest to pierścionek, który oczko ma w kształcie krat, a na tych kratach jest serduszko, mikroskopijne serduszko. To jest coś nieprawdopodobnego. To jest pierścionek ofiarowany przyszłej żonie przez jednego z więźniów. Dla ludzi tutaj, ludzi, którzy w ogóle byli trzymani w więzieniach, więźniów politycznych, dla nich okres Świąt był niezwykle trudny. Święta Bożego Narodzenia są świętami bardzo rodzinnymi, szczególnie dla Polaków, świętami, gdzie chce się być z rodziną, gdzie chce się być z dziećmi, z żoną, gdzie po prostu chce się być w domu. Oni tutaj byli w śledztwie niezwykle brutalnie traktowani, tak jakby ubecy w sposób wyjątkowy pastwili się nad nimi. Natomiast już później, po wyroku, w więzieniu tęsknota, olbrzymia tęsknota, nieprawdopodobna tęsknota za domem, za bliskimi. Smutek… Ale Polacy to niepokorny naród, więc im bardziej im się czegoś zabrania, tym oni po prostu to robią. Jeżeli w więzieniach był zakaz śpiewania, to oni kolędy śpiewali. I to tak, żeby całe więzienie słyszało. Tak było we Wronkach. Tak było w Rawiczu. Ponosili nieprawdopodobne konsekwencje. Byli wrzucani do karcerów, byli bici w sposób niezwykle brutalny, ale to byli wolni ludzie. Nawet w więzieniach. To byli wolni ludzie i dla nich Wigilia to było coś wyjątkowego.

    Rozmawiamy o tym, że byli wrzucani do karcerów, a tak naprawdę do wiele osób niebędących historykami, nie mają pełnej świadomości, jak w rzeczywistości to wyglądało - byli to pobici, umęczeni ludzie, którzy byli wrzucani do pomieszczeń, których ściany tak naprawdę zdzierały strupy z ich ran i kaleczyły ciało…

    Różne były karcery. Były karcery takie mikroskopijne, między innymi taki zachował się na X pawilonie tutaj więzienia mokotowskiego – pomieszczenie o wymiarach 150/50/50 cm – tam człowiek siedział po prostu skulony. Nie mógł się wyprostować, nie mógł usiąść, nie mógł przyklęknąć. Po prostu w takiej pozycji niezwykle niewygodnej pan major Zygmunt Szendzielarz siedział przez sześć dni. W czymś takim. Ale były też karcery pod tzw. pałacem cudów, czyli pawilonem śledczym – nazwa „pałac cudów” została nadana temu budynkowi przez więźniów – które były nieco większe, ale za to warunki, w których się siedziało – proszę pamiętać, że najczęściej więźniowie siedzieli w karcerach nago, albo w bieliźnie tylko i tam mamy karcer, tzw. ciemnicę, karcer suchy, gdzie trzymano ludzi na betonie w absolutnej ciemności, bez toalety, nawet bez tzw. bomby, do której mogli się załatwić… Po prostu załatwiali się na ten beton, na którym byli trzymani w absolutnych ciemnościach. To jest coś nieprawdopodobnego – człowiek trzymany w takich warunkach po pewnym czasie traci absolutnie poczucie rzeczywistości, w jakiej się przestrzeni znajduje, w jakim czasie. A tuż obok był tzw. karcer mokry, czyli po prostu piwnica, w której stała woda i ludzie stali tam po prostu w wodzie, a w zasadzie to było szambo, ponieważ załatwiali się do tego. Tam też nie wyprowadzano do toalety.

    Zimą ta woda była zamarznięta, więc stali po prostu boso na lodzie, albo w zamarzającej wodzie. Dysponujemy w Muzeum świadectwami osób, które były tam trzymane. Dysponujemy akurat relacjami samych kobiet, ale są one niezwykle poruszające. Jedną z tych relacji jest relacja pani profesor Barbary Otwinowskiej, świętej pamięci przecudownej kobiety, żołnierza Armii Krajowej, powstańca warszawskiego, która po wojnie jako młoda dziewczyna znalazła się tutaj w więzieniu. Opowiedziała ona historię swojej przyjaciółki, nad którą się w pałacu cudów ubecy pastwili, ale ona pomimo tortur, pomimo bicia nie chciała im zeznawać tego, co sobie życzyli, więc ją sprowadzili do karceru pod pałacem cudów, do karceru mokrego, boso, nago i wsadzili do takiej przestrzeni, gdzie ona stała boso na lodzie, ponieważ okno, które było w tym pomieszczeniu zimą zawsze było otwarte. Zimy w tamtym czasie, - 20 to był taki standard w zasadzie, a czasami było dużo, dużo chłodniej. I ta pani, stojąc na lodzie, zaczęła tupać, żeby chociaż stopy rozgrzać – stała na lodzie gołymi nogami. W pewnym momencie patrzy – podłoga się rusza – szczury. Zaczęła się modlić, żeby nie zginąć tak okrutną śmiercią. To był żołnierz Armii Krajowej, żołnierz najpiękniejszej polskiej armii i dla żołnierza nie honor jest taka śmierć. Zaczęła się modlić, żeby nie zginąć taką okrutną śmiercią, zagryziona przez szczury. I wówczas proszę sobie wyobrazić, stał się cud: te szczury położyły jej się na nogach i ogrzewały swoimi futerkami te zmarznięte stopy. Rakowiecka, ten karcer pod pałacem cudów to jest miejsce, gdzie nawet szczury miały więcej litości i serca dla więźniów niż bandyci z UB.

    Inna historia, też opowiedziana przez kobietę… Kilkanaście miesięcy temu przyjechała do nas pani, ze Szwecji. Już na bramie mówi: „Proszę mnie zaprowadzić do karceru pod pałacem cudów”. Osoby, które przychodzą na Mokotów zwiedzać, nie wiedzą, gdzie wchodzą, nie znają przestrzeni Mokotowa, a ona wiedziała, że pod pałacem cudów jest karcer. I nawet wiedziała, jak wygląda, że jest w tym karcerze okno. Kiedy weszła do tej piwnicy, stanęła w drzwiach i patrząc na okno mówi: „Pod tym oknem stała nago moja mama i padał na nią śnieg, przez okno”. To jest świadectwo zostawione przez córkę więźniarki, która była tutaj trzymana za to, że była żołnierzem Armii Krajowej. To są nieprawdopodobne historie. Można je opowiadać cały czas, ponieważ są tak niezwykle poruszające. Nieprawdopodobne, że ci ludzie wytrzymali to piekło, które było tutaj na Mokotowie. A jeszcze przecież tutaj był też oddział dla kobiet, które rodziły dzieci – więźniarek, które w chwili aresztowania były w ciąży, a które przechodziły tutaj piekło – piekło tortur, piekło przesłuchań, a potem cały czas troska o te maluchy, które tutaj z nimi do drugiego roku życia były. Nieprawdopodobne też świadectwa. Wiemy o szesnastu osobach, które tutaj urodziły się, na Mokotowie, a ich rodzice byli Żołnierzami Niezłomnymi, Żołnierzami Wyklętymi. Ojcowie nie wyszli stąd. Mamy wyszły.

    Jeżeli dzieci zostały oddane po tych dwóch latach spędzonych z mamą, do rodziny, czyli do babci, dziadka, do jakiejś ciotki, to rzeczywiście miały szczęście i te więzi z mamą odrodziły się pomimo iluś tam lat spędzonych bez mamy. I to były w miarę już później normalne rodziny. Natomiast jeżeli miały pecha i oddane zostały do domu dziecka, te więzi z mamą nigdy nie zostały odbudowane. To była „ta pani”, ale nie „mama” dla nich. To jest właśnie dramat tych dzieci, które przeszły piekło Mokotowa. Niezwykle ważne, żeby pamiętać o tym. A przecież co przeżyły te mamy, co przeżyły te kobiety, które przecież w więzieniu znalazły się tylko dlatego, że kochały Polskę ponad wszystko? Kiedy odbiera jej się dziecko i później, kiedy ona jedzie do domu dziecka, żeby je przytulić, a dziecko stoi i mówi: „Co to za pani?”.

    Kiedy opowiadamy te historie teraz, w czasie oprowadzania po Mokotowie, wiele osób w pierwszym momencie reaguje niedowierzaniem: „Niemożliwe. To niemożliwe. Tak nie mogło być”. Tak tutaj było.

    A wracając do Wigilii, czy zdarzali się strażnicy, którzy mieli jakieś ludzkie odruchy i jednak przymykali oczy na to, że w więzieniu rozbrzmiewały kolędy czy modlitwy?

    To się zdarzało, ale w więzieniach już nie w czasie śledztwa i nie na Mokotowie. Tutaj byli szczególni strażnicy. Proszę pamiętać, że również system donosicielstwa między strażnikami był bardzo rozbudowany i gdyby któryś przymknął oko, udawał, że nie słyszy, a kolega jego, też będący na służbie, by zauważył to, z całą pewnością by doniósł. Dlatego mogli sobie nucić w celi po cichutku, ale na pewno nie śpiewali.

    Więźniowie jednak, mimo sytuacji, w jakiej się znajdowali, przygotowywali się do tego czasu Świąt. Te przygotowania to chociażby chowanie tego chleba, o którym mówiliśmy…

    Właśnie. Chowanie tego chleba, a proszę pamiętać, że chleb by tutaj naprawdę towarem ekskluzywnym. To jest jedna rzecz. To był kawałek jabłka, który później dzielono w czasie wieczerzy wigilijnej między wszystkich więźniów… Tylko cały czas trzeba podzielić okres śledztwa, kiedy więzień był absolutnie odizolowany od świata zewnętrznego i okres po wyroku, kiedy mógł już dostawać paczki. Wtedy szczególnie więźniowie polityczni trzymający się razem dzielili się tym, co dostali przed Wigilią. Bardzo często było to niestety tak, że rodzina przyniosła im tam jakąś słoninę, jakiś cukier, papierosy, a strażnik, który sprawdzał paczkę wszystko wrzucił i wymieszał jeszcze. Ale zawsze coś z tego uratowali. Przechowywane kawałki chleba… Ale przecież były też i cuda, bo udało się kiedyś do jednego z księży przemycić opłatek w czasie widzenia. Takie momenty były, ale to są tak wyjątkowe momenty, że było ich bardzo mało. Natomiast większość więźniów, szczególnie z okresu śledztwa wspomina straszny czas: to były krzyki, to było bicie, to były tortury, to były przesłuchania. I one się właśnie zaczynały przede wszystkim po południu. W Wigilię po południu. Wtedy, kiedy w Polsce siada się do stołu wigilijnego, tutaj trwały przesłuchania. A przecież one tutaj naprawdę były niezwykle brutalne.

    I też nie można się było w tym czasie zobaczyć z rodziną. Bardzo trudno było uzyskać widzenie.

    W czasie śledztwa nie było widzeń.

    W czasie osadzenia.

    W czasie osadzenia te spotkania były, natomiast one też odbywały się w warunkach, które nie pozwalały na taki bliski kontakt. W miarę oddalania się od 1945 roku, im później, tym było lepiej, ale pierwsze widzenia odbywały się tutaj na Mokotowie w takiej sali widzeń, gdzie pośrodku była przestrzeń oddzielona kratami, takimi boksami, a pośrodku chodził strażnik. To rzeczywiście można powiedzieć, że to było widzenie, bo widziano siebie, ale porozmawiać kilkadziesiąt osób w takiej dużej sali, przekrzykujących się – każdy chce coś ważnego powiedzieć, przekazać, jeden wielki krzyk - nie mogło. Później to się troszeczkę zmieniało. Ten rygor był łagodzony i te widzenia też już nie były tak dramatyczne, tylko można było na przykład zobaczyć ojca, zobaczyć mamę, czasami nawet ojciec mógł pogłaskać dziecko, ale już przytulić nie było wolno.

    Także to był straszny czas dla osadzonych. Bezpieka próbowała ten czas wykorzystać do łamania więźniów: ”Zobacz, twoja rodzina jest tam, a ty tutaj musisz gnić. Zeznaj. My cię puścimy”, ale to się nie udawało. Więźniowie wiedzieli, że to jest gra, że bezpieka kłamie, że oni zeznają coś, a efekt będzie całkiem inny.

    To było iście szatańskie tak naprawdę…

    No a czymże była bezpieka? To był twór szatański i to był twór, który służył do tego, żeby niszczyć Polaków, żeby zniszczyć ich dusze. Ale Żołnierze Niezłomni nie dali się.

    Były jeszcze Wigilie stanu wojennego… Bo to są takie dwa światy: świat terroru stalinowskiego i więzień stalinowskich, ale też jest później okres stanu wojennego. Te Wigilie były całkowicie inne. To były Wigilie gdzie przychodziły paczki, gdzie – w okresie śledztwa nie – ale w obozach internowania były Msze odprawiane. Była taka radość i życzenie sobie, że na wiosnę to komuna upadnie. Przecież wielu kolegów, którzy siedzieli w obozach internowania mówiło: „zima wasza, wiosna nasza”, „na wiosnę, kiedy skończą się mrozy, to Polacy ruszą”. Ruszyli. W inny trochę sposób, nie taki jak sobie życzono, że komuna upadnie, a ona jeszcze parę lat trwała, ale skala oporu była przeolbrzymia w 1982 roku. To są tysiące gazet, demonstracje uliczne, walki uliczne, strajki. Polska była niepokorna. Zawsze była niepokorna.

    I te Wigilie wtedy były smutne, bo nie było kontaktu z rodziną, nie można było się spotkać. Bardzo często było tak, że rodzina jechała na widzenie i tego widzenia nie dostawała, ale jednak były to już inne Wigilie niż te z okresu stalinowskiego. Były zdecydowanie weselsze.

    Oczywiście każdy tam sobie w Wigilię wieczorem łzę otarł, ale już więźniowie śpiewali, nawet jak strażnicy krzyczeli, że „cicho!”, to mogli sobie krzyczeć. To jest coś nieprawdopodobnego, że więźniowie, internowani czuli się wolnymi ludźmi, pomimo tego że siedzieli w więzieniach, że byli odizolowani od reszty. I te Wigilie były – wielu kolegów wspomina – niezapomniane, pełne przemyśleń. Każdy snuł sobie jakieś plany. Były to Wigilie w gronie kolegów, którzy też się znaleźli w więzieniach, oddaleni od rodzin, ale jednak wolni.

    A jeszcze jest jedna Wigilia, o której nie mówimy. W 1982 roku były stworzone przez komunistów wojskowe obozy internowania, gdzie trafiali ludzie na tak zwane przeszkolenie wojskowe. Były to różne obozy i tam Wigilie były naprawdę dramatyczne, ponieważ koledzy byli trzymani w namiotach przy mrozie -20 stopni, a nawet więcej. Oni kładli się w nocy spać i budzili się przymarznięci do ściany namiotu. Byłem w takim obozie internowania dla młodocianych w Węgorzewie. Znalazłem się w szpitalu i pamiętam, jak przywożono do tego szpitala w Ełku internowanych w Czerwonym Borze. To byli chłopcy, którzy byli przywożeni półprzytomni, z temperaturą 40 stopni, bo ich trzymano w tak piekielnych warunkach. To był w ogóle piekielny pomysł, żeby nie aresztować, a internować w wojsku: ciężka praca, straszne warunki, mróz. W ten sposób chcieli złamać kręgosłup społeczeństwa i tych ludzi. I to się nie udało.

    Wigilia 1982 roku była smutna. Robiono im alarmy, żeby za dużo nie myśleli, ale oni i tak byli wolnymi ludźmi.

    Dziękuję za rozmowę.

    Rozmawiała Anna Wiejak
    Obrazy pod linkiem

    https://wpolityce.pl/historia/478413-pawlowiczw-wigilie-ubecy-przescigali-sie-w-bestialstwie

    Ps...A Bolek w tym czasie pił wódeczkę w Arłamowie i zajadał goloneczkę. A dzisiaj bękarty z "bezpieki" opanowały najważniejsze stanowiska w gospodarce i strukturach państwowych! Warszawka, Łódź, Kraków, Poznań i Wrocław tego przykładem..Ujawnić imiona, nazwiska i adresy zamieszkania tych co torturowali! O tym trzeba mówić, o tym trzeba krzyczeć! Przecież przeciętny Polak niewiele o tym wie. W szkołach o tym się nie uczyło i nie uczy. Może są jacyś pojedynczy nauczyciele, którzy przekazują tę wiedzę. Co robi TVP info. Zaprasza rano polityków różnych opcji i ci się przekrzykują, nic z tego nie wynika, kompromitacja a można ten czas wykorzystać inaczej. Tu trzeba dotrzeć do ludzi. Robić z tymi ludźmi, świadkami historii wywiady, spisywać ich przeżycia. Oni niedługo umrą a z nimi cała ta historia. Robić z nimi wywiady pokazywać ich oczywiście jeżeli na to pozwolą, jak do tej pory to nikomu nie zależy aby Polacy mieli wiedzę na ten temat. Potem się dziwią, że żydokomuniści wygrywają, że ludzie nie wiedzą nic o Żołnierzach Wyklętych, że profanuje się ludzi solidarności. Ręce opadają. Trzeba ludzi edukować, i uczyć prawdziwej historii.
  • @krzysztofjaw 10:02:58
    Trwało to do lat 60 ub. wieku. Trzeba było tą dzicz wydać Rosjanom jak chciał Mossor, a oni stawiali banderowców pod ścianę a rodzina do kopalń węgla i uranu, długo nie pożyli.
  • @Husky
    5! i pzdr!
  • @kula Lis 69 20:34:27
    Dziekuje
    Pozdrawiam
  • @Husky
    Mój śp. Ojciec oficer 27 WDP AK każdego banderowca od 15 roku życia złapanego z bronią, widłami, siekierami, młotami, piłami, etc.. kazał podwładnym wieszać bo szkoda było na nich kuli. Jestem z tego dumny. Ojciec miał na kolbie automatu ponad 100 nacięć.
  • Do @kula Lis 69 20:29:58
    Panie Kula Lis ! piszesz pan

    [ Co robi TVP info. Zaprasza rano polityków różnych opcji i ci się przekrzykują, nic z tego nie wynika, kompromitacja a można ten czas wykorzystać inaczej. Tu trzeba dotrzeć do ludzi. Robić z tymi ludźmi, świadkami historii wywiady, spisywać ich przeżycia. Oni niedługo umrą a z nimi cała ta historia. ]

    Ja już od dawna nie oglądam w żadnej telewizji tych przekrzykujących sie polityków ! szkoda czasu na tą żydowską hałastrę ! i zgadzam się z panem że umierają ŚWIADKOWIE tych tragicznych lat ! zaczynając od 1939 r .

    POLSKA KRAJEM NEUTRALNYM ! wolna od zimnowojennych polityków

    Ireneusz Tadeusz Słowianin Lach.
  • @Jwu 15:46:30
    Mylisz się. On jest jeden.
  • autor
    Nieco wcześniej pod inna notka tak napisałem
    Homo sapiens kontra Homo sovieticus. To najprostsze wyjaśnienie tych komentarzy i ocen
    Historia lubi sie powtarzac
  • @kula Lis 69 20:29:58
    "...Ujawnić imiona, nazwiska i adresy zamieszkania tych co torturowali! O tym trzeba mówić, o tym trzeba krzyczeć! Przecież przeciętny Polak niewiele o tym wie...."
    Mnie od lat dziwi, że do tego nie doszło już dawno temu. Może nie "przeciętny Polak" ale rodziny torturowanych (i pomordowanych) miałyby szansę na "swoje 5 minut".
    Czyżby "przeciętni Polacy" tak przesiąkli "przebaczeniem Chrystusa", że zapomnieli pomścić SWOJE rodziny?
  • @Jozio z Londynu 12:48:35
    Co mogę dodać
    Dokładnie tak niestety jest
  • Temat obszerny, nie można obojętnie przejść obok jeziora krwi bratniej.
    Do znudzenia będę wspominać o siostrach babki ze strony Mamy. O co chodzi- kto czytał, nie błądzi.
    Ale jestem po wielokrotnych potyczkach słownych z potomkami naszych, tak NASZYCH zbrodniarzy z KBW, UB, SB i tych świeższych z MSW i MO.
    Uważają się za całkowicie niewinnych.
    ALE Z TEGO ŻYLI i to całkiem nieźle. Konsumy, wczasy, preferencje i do dziś uwłaszczeni na służbowych lokalach, z legalną i nielegalną- tak, nielegalną bronią ostrą poutykaną po kątach.
    Potomkowie oburzają się straszliwie na przypominanie im tego oraz "szarganie świętych, poczciwych ludzi"co tydzień w kościółku.

    Pan Bóg, być może ale czy my MAMY PRAWO im wybaczyć.

    I czy to ma być wybaczenie skutkiem bezsilności?

    Wiem, czas Narodzenia Pańskiego być może, paradoksalnie najwłaściwszy na wspomnienie bezmiaru zbrodni i podłości.
  • @
    Pamiętajmy:

    : "są w Ojczyźnie rachunki krzywd...."

    Nie pozwólmy by potomkowie bestii w ludzkiej skórze wciąż korzystali ze zbrodni swych "świętych tatusiów, dziadziusiów i babci".
  • @kula Lis 69 20:38:38
    Dziadek, siłą wcielony do Armii Czerwonej jako posiadacz jedynego prywatnego motocykla w Opolu Lubelskim miał mały wybór. Po 48- demobilce w ramach akcji miejscowego KBW jeździł "na bandy"- w praktyce w większości OUN. Miał osobistą sprawę. Mimo upokorzeń doznanych na służbie u ruskiego jedno pamiętał. Jego ukochaną ciotkę Marię- Jadwigę, współ siostrę i woźnicę zamordowali Banderowcy jeszcze przed rzezią Niepokalanek Jazłowieckich. Druga z nich, Zofia, prekursorka etnologii i archeologii zwana "drugim Kolbergiem" sama weszła przed zgraję egzekucyjną NKWD nie chcąc żyć bez wskazanego ruskim męża. A wskazali im go wycofujący się esesmani, sporządzili spis elementów "wywrotowych i wrogich klasowo".

    Nie, nie jestem miejscową wersją emerytki od "zjadanych przez rysie".

    To zatajana i pokątnie przekazywana historia moich.
    Mam kochać czerwone, bezwarunkowo wybaczać?

OSTATNIE POSTY

więcej
  • MEDIA

    Kto chcę psa uderzyć, ten kij zawsze znajdzie.

    Do ostatnie chwili zastanawiałem się czy jest sens jeszcze cokolwiek napisać skoro tak jak już wczoraj, tak i dziś widać że wyrok zapadł.Został zatwierdzony czytaj więcej

  • POLITYKA - ŚWIAT

    Brexit Day

    Zapamiętajmy to: Nigel Farage mówiący o Brexit był wyśmiewany przez wiele lat. Tymczasem przez ponad 20 lat antyunijnej kampanii przekonał do siebie miliony Brytyjczyków. Potrzeba solidnej narracji, która pozwoli przekonać miliony Polaków na Polexit czytaj więcej

  • POLITYKA - POLSKA

    Bosak "atakuje" Turskiego

    Czas mija, młodzi ludzie nie rozumieją co znaczy, że ktoś był prominentną postacią w PZPR. Chyba czas zacząć mówić i pisać wprost, że byli to ludzie którzy kolaborowali z okupantem sowieckim przeciwko wolnej Polsce. Tacy czerwoni volksdeutsche czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
242526272829 

ULUBIENI AUTORZY

więcej